Wiadomość z 26 lipca 2006 r. Bezpieczeństwo dziecka w Internecie
Będąc nauczycielem informatyki,
przyjąłem z ogromną ulgą wiadomość o udostępnieniu szkołom bezpłatnego programu
filtrującego szkodliwe treści w Internecie. Nieraz już przeżywałem na lekcji
trudne chwile, gdy dziecko chcąc zobaczyć w sieci film z ulubionym sportowcem,
trafiało na terrorystyczną egzekucję; gdy chcąc zdobyć informacje o gwieździe
muzycznej, trafiało na pornograficzne galerie; gdy chcąc dowiedzieć się czegoś o
honorowym krwiodawstwie, trafiało na skrajnie nazistowską stronę „Krew i Honor”.
Zarekomendowany przez Ministra Edukacji- Romana Giertycha program „Beniamim”*
miał w opinii Ministra zapewnić bezpieczny dostęp do Internetu. Co więcej- nie
tylko szkoły, ale też rodzice mogli bezpłatnie wykorzystać owo oprogramowanie w
swoich domach, by skutecznie bronić dzieci przed demoralizacją, patologią. Pełen
zapału postanowiłem przeprowadzić test programu. Wyniki są niestety
przygnębiające. Program jest w większości przypadków atrapą, dającą rodzicom
złudne poczucie bezpieczeństwa, chyba jedynie politykom zadowolenie z
„rozwiązania problemu”.
Program można bardzo łatwo „złamać”. Nie będąc hakerem,
nie znając się na łamaniu tego typu zabezpieczeń, poradziłem sobie z nimi w
ciągu około 30 minut. Dla wprawnych gimnazjalistów to bułka z masłem, z resztą
wystarczy, by jedna „zdolna głowa” zamieściła „odtrutkę” w sieci, by zakpić z
Beniamina. Co więcej- w każdej chwili można przywrócić poprawne działanie
programu i „zatrzeć ślady” ingerencji. Chyba, że będziemy trudzić się z
blokowaniem pewnych funkcji w systemie. W szkole- rozumiem; ale w domu ucznia...
Ale nawet, jeśli pominiemy powyższy zgrzyt. Niestety, do większości
patologicznych treści w Internecie prowadzą nie strony WWW, lecz sieć P2P. To
tam gnieżdżą się całe pedofilskie zbiory, pornograficzne filmy, praktycznie
wszystko, co człowiek głupiego zdołał wymyślić. Wobec tej części Internetu
Beniamin nie podejmuje żadnych działań, chociaż programy typu eMule są niezwykle
popularne wśród dzieci i młodzieży.
Blokowanie stron WWW przez Beniamina też
pozostawia wiele do życzenia. Niejednokrotnie mamy do czynienia z „zamkniętymi
drzwiami i otwartym oknem”- pewne strony są faktycznie blokowane, ale zdjęcia z
tychże witryn bez trudu można pobrać przez wyszukiwarkę grafiki. Fakt, że fala
stron pornograficznych została w przeglądarce powstrzymana i ci, co na nie nie
chcą wejść, prawdopodobnie nie wejdą; dlaczego jednak producenci Beniamina
uparcie wzbraniają się zablokować strony nazistowskie, w tym tą, o której było i
jest ostatnio w Polsce głośno? Dlaczego nie są blokowane materiały ze słynnej,
najbardziej brutalnej strony na świecie, przedstawiające gigantyczną kolekcję
zdjęć ze zmasakrowanymi zwłokami, rozkładającymi się denatami, egzekucjami,
ludzkimi wnętrznościami, obrazami z wypadków... Wystarczy do Google wpisać
jedno, jedyne słowo kluczowe... Dlaczego dopiero po zdecydowanej krytyce zostały
zablokowane portale pedofilskie?
W Internecie jest mnóstwo niebezpiecznych
stron, o których rodzicom często nawet się nie śniło. „Mój syn uprawia sport- ma
zajęcie, jestem o niego spokojna”- mówi mama piętnastolatka, który mimo młodego
wieku może pochwalić się muskulaturą strongmena. Nic dziwnego- w Internecie bez
trudu znalazł stronę, której treść można by streścić krótko: Wszystko o
sterydach. Jak zażywać, kiedy, od kogo kupić. Zagrożenie dosłownie śmiertelne,
niosące również nieodwracalne zmiany chorobowe; ale Beniamin bynajmniej nie
przyjdzie w tym wypadku rodzicowi z pomocą. Podobnie w wielu innych dziedzinach,
o których także autor tegoż artykułu zapewne nie ma pojęcia...
Podsumowując-
bardzo dobrze, że Ministerstwo Edukacji zauważa problem patologii internetowych.
Źle, że nie dostrzega faktycznych ich rozmiarów, szerokiego spektrum ich
działania. Bardzo dobrze, że szuka programu walczącego ze złem wirtualnym. Źle,
że stwarza pozory rozwiązania problemu. Należy jasno podkreślić, że żaden program
nie zabezpieczy skutecznie dziecka przed Internetem. Beniamin to taki kask
założony na głowę dziecka, które siada za sterami ciężkiego motocykla. Nie można
powiedzieć, że ta ochrona głowy zagwarantuje mu bezpieczeństwo. Co może być
skuteczną ochroną?
Internet jest dla dziecka wyjątkową dziedziną. Wszak rodzice
w przeważającej większości znacznie słabiej znają tę „dżunglę”, trudniej się po
niej poruszają, często nie mają też o niej w ogóle pojęcia. Dziecko wie, że jest
swoim świecie- sekretnym, niedostępnym dla oka najbardziej czujnego rodzica.
Jest na swoim terenie. Nie ma żadnych barier, poczucia odpowiedzialności, samo
decyduje o tym, co wolno, a czego nie. Jeżeli mamy to zmienić, to rodzice chcąc-
nie chcąc muszą wejść w ten świat i współrządzić nim. Obok „Ulubionych” stron
syna muszą być te dodane przez ojca; obok folderów ze zdjęciami dzieci muszą być
katalogi z kolekcjami fotografii mamy, eMule powinno pobierać jednocześnie
zdjęcia dziecięcych idoli i jednocześnie przepisy kulinarne wyszukiwane przez
mamę; wspólne poruszanie się po sieci, choć nie jednocześnie, w tym samym
momencie, bardziej onieśmieli dziecko- pokaże, że monitor komputera, a właściwie
dysk komputera to takie samo miejsce w domu, jak szafa na ubrania, półka na
kwiaty. A nie oddalony o tysiące kilometrów serwer. Nie chodzi o kontrolowanie
dziecka- lecz o bycie z nim w tym samym, wirtualnym świecie. Dopiero wtedy
profesjonalnie działające i aktualizowane programy będą mogły pomagać nam
chronić nasze dzieci.
Marek Czerwiński

*Artykuł dotyczy wersji programu dostępnej 26 lipca 2006 roku
Powrót