Tajemnice
rowerowe pewnego nauczyciela (zdjęcia udostępnił magazyn
www.mojeRowery.pl)
Chyba każdy w szkole zauważył, że pewien nauczyciel interesuje się trochę
sportem rowerowym. Nie było jeszcze w tym roku szkolnym dnia nauki, w którym
by się wybrał do szkoły innym środkiem transportu. Czy było minus 15
stopni, czy drogę pokrywał kopny śnieg, lód, padało, prószyło śniegiem,
zawsze te 42 kilometry pokonywał rowerem. "Okey bus, Okey Bus, czy
mijał cię już ten stuknięty rowerzysta? Jak tam, zjechał po tym lodzie z góry
dziekanowickiej?" O rowerowym nauczycielu ze stadnickiej szkoły zaczęły
już krążyć legendy od Wieliczki po Beskidy. Jak przystało na informatyka,
jego rower jest wyposażony w elektronikę wartości nowoczesnego komputera:
monitor pracy serca współpracujący z pecetem poprzez port podczerwieni,
altimetr pokazujący wysokość nad poziomem morza, nachylenie trasy,
elektroniczny termometr, pomiar zużycia kalorii, procent pracy włożonej w
jazdę, możliwość zapisania stu plików z odczytem tętna, o funkcjach
rowerowego komputerka nie wspominając....
Sam zainteresowany mówi, że ma dość nieustannych pytań: dlaczego jeździ,
czy nie jest za zimno, za ciepło, czy nie lepiej samochodem. Aby raz na zawsze
uciąć pewne spekulacje i plotki, postanowił w wywiadzie wyjaśnić kilka
kwestii.
-Czy dojeżdża pan na rowerze, by zaoszczędzić pieniądze?
-Naprawdę, nie dojeżdżam do szkoły na rowerze po to, by oszczędzać na
przejazdach. Nie mniej jednak fakt, że dzięki rowerowi przybywa mi ponad 1000zł rocznie, wcale mnie nie martwi.
Poza tym uprawiając sport oszczędzam na lekarzach.
-To znaczy, że jeździ pan dla zdrowia?
-Nie. Nie jeżdżę na rowerze po to, by być zdrowszym. Nie mniej jednak fakt, że dzięki kolarstwu nie choruję, nigdy mnie nie boli głowa, mam lepszy humor i więcej sił do pracy i cierpliwości do uczniów, wcale mnie nie smuci.
-To może jest to chęć zwrócenia na siebie uwagi?
-Nie jeżdżę też na rowerze po to, by zwrócić na siebie uwagę. Nie miej jednak fakt, że podczas
jazdy wiele osób, znajomych, przyjaciół serdecznie mnie pozdrawia, a na zawodach jestem gorąco dopingowany, wcale mnie nie irytuje.
Wprost przeciwnie.
-To może chce pan coś zamanifestować, pokazać?
-Wcale nie, ale jeżeli ktoś się ode mnie zarazi sportem i zacznie uprawiać
na przykład kolarstwo, to na pewno się ucieszę.
-A może jest to jakiś rodzaj pokuty?
-Pokutą byłoby dla mnie zrezygnowanie z roweru. Rower nie jest też dla mnie żadną pokutą, umartwieniem, biczowaniem. Nie mniej jednak lubię przeciwności losu, ryzyko, twarde warunki. O powrocie do kolarstwa po dwuletniej przerwie zadecydowałem w momencie, gdy podnosiłem się po poważnym zderzeniu z samochodem, który wpadł mi pod koła roweru.
-A może ktoś lub coś pana do roweru zmusza?
-Nie, nie jestem uzależniony od roweru. Prędzej od wysiłku. Jeżeli zrobię
sobie dwa dni przerwy w jeżdżeniu, na przykład w sobotę i w niedzielę, noc
z niedzieli na poniedziałek jest nieprzespana. Trzeba przebiec nieduży
dystans, choćby 5 kilometrów, to wtedy organizm wraca do równowagi.
- A po co pan jedzie przed szkołą do Kędzierzynki, Skrzynki?
-Bo są tam dość spore górki, a trening pod górę jest bardzo cenny w
kolarstwie. Poza tym bardzo lubię jeździć w okolicach Stadnik, bo tu mnie
ludzie znają i kierowcy bardziej uważają, by mi nie zajeżdżać drogi.
-Czy brał pan kiedyś na wyścigach środki dopingujące?
-Nie.
-Czy to prawda, że ma pan przy
rowerze klimatyzację?
Tak, to prawda, ale tylko w zimie. Używam odzieży typu Windstoper, która w połączeniu
z tak zwaną bielizną aktywną jest rzeczywiście dla człowieka faktyczną
klimatyzacją. Sprawdza się podczas zdobywania biegunów, wspinaczki w
Himalajach. Na rowerze
też.
-I sprawdziła się ta odzież tej zimy?
-Tak, chociaż nie do końca, bo było za ciepło. Czekałem z ciekawością na
prawdziwe mrozy, a tu było co najwyżej minus 15 stopni.
-Ale przecież to przypomina letni skafanderek, jest lekkie, można wcisnąć do
kieszeni. Jak to może chronić przez zimnem?
-Nie tylko przed zimnem, ale też przed deszczem, a przede wszystkim wiatrem.
Jeszcze nigdy w tej odzieży nie zmarzłem, a jednocześnie nigdy się nie
przepociłem.
-Droga jest taka odzież?
-Cały zestaw, wszystko, co miałem na sobie podczas rekordowych mrozów, to około
trzech tysięcy złotych.
-A rower?
-Około sześciu tysięcy w wypadku roweru letniego, rowery zimowy i wiosenny są
tańsze.
-A mówi się, że nauczyciele kiepsko zarabiają...
-To jakieś nieporozumienie. Gdybym kupił używane auto za kilkanaście tysięcy,
nikt by nie mówił, że dobrze mi się powodzi. Wprost przeciwnie. Jeżeli
takie pieniądze wydaję na utrzymanie roweru, to ludzie gapią się na mnie,
jakbym nie wiem ile zarabiał. Są ludzie, którzy z niewiadomych powodów lubią nadużywać
alkoholu, palą bez opamiętania papierosy. I w całym swoim życiu wydają majątek
na te świństwa, ale nie mówi się, że są bogaci.
-A
tak zmierzając do końca, po co pan dojeżdża na tym rowerze do szkoły?
-Tak naprawdę, to ja nie dojeżdżam na rowerze do szkoły. Ja przed szkołą odbywam pierwszy trening długości od 21 km w zimie do w 100 km w niektóre letnie dni, po szkole drugi trening, w podobnych proporcjach. Chodzi o to, by w sezonie przetrenować około 20000 tysięcy kilometrów. To absolutne minimum, bez którego nie ma nawet co stawać na starcie z kolarzami zawodowymi. Po szkole nie znalazłbym odpowiedniej ilości czasu na taką zabawę, a tak jestem wstanie z wszystkim zdążyć. A w zimie i tak przejeżdżam zdecydowanie za mało kilometrów- w styczniu tylko 1000, w lutym też. Najcięższy będzie
czerwiec, w którym mam zamiar trenować 100 km dziennie, natomiast w lipcu planuję zrobić sobie całodobowy maraton- przejechać z Krakowa nad morze w ciągu 24 godzin.
Jaka jest pana największa słabość?
-Słabość do sportowych rowerów.
Pytania zadawali przy różnych
okazjach różni uczniowie szkoły podstawowej, gimnazjum, także nauczyciele.
Powrót