Listy do Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Stefan Kardynał Wyszyński swoją myślą chciał oznajmić całemu światu, może
nie całemu ale na pewno chciał powiedzieć, aby wszyscy pomagali sobie wzajemnie.
Na przykład pomagać starszej osobie, pomóc koleżance w zadaniach domowych. Gdy
będziemy czynić dobre, to ta dobroć i pomoc z naszej strony na pewno zostanie
kiedyś odwzajemniona.

Magda Molendys, kl. 4a.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby Tobie czyniono.
Myśl ta Kardynała Stefana Wyszyńskiego oznacza czynić zawsze bliźniemu
dobro, tak jakby się pragnęło, aby nam czyniono. Czynić dobro bliźniemu oznacza
np. : pomóc koleżance w nauce, pomóc mamie w sprzątaniu. Może kolega nie ma
drugiego śniadania, trzeba się z nim podzielić. Gdy zobaczymy, że ktoś jest
smutny, trzeba go pocieszyć, porozmawiać z nim. Pomagać wszystkim jak tylko
umiemy, właśnie takiego dobra swoim życiem uczy nas Kardynał Stefan Wyszyński.
Jeśli jesteś dla kogoś na prawdę dobry, to nie potrzebujesz żadnej nagrody.
Twoją nagrodą jest wtedy radość w sercu. Kardynał Wyszyński z uśmiechem na
twarzy zawsze potrafił dostrzec ludzi potrzebujących. Czynienie dobra każdemu
powinno być dla nas szczęściem i przyjemnością. Jestem bardzo szczęścia, że
Kardynał Stefan Wyszyński jest naszym patronem godnym do naśladowania.
Patrycja Kulpicka, kl. 6.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby Tobie czyniono.
"Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie czyniono. W tych słowach
Stefan Kardynał Wyszyński zamieścił bardzo ważne przesłanie. Dotyczy ono
wszystkich i nas też. Chodzi o to, by być dobrym, uczciwym i sprawiedliwym dla
innych osób. Te słowa mówią nam wprost, że mamy się zachować wobec ludzi jak
najlepiej. Nie możemy im źle życzyć, ponieważ nie chcielibyśmy, aby nam ktoś zło
życzył. Nie obgadujmy, bo sami nie pragnęlibyśmy, aby jakieś osoby nas obgadywały.
To są najprostsze przykłady wzięte z naszego codziennego życia. Myślę że są
słuszne. Kardynał Wyszyński naprawdę pragnąłby, aby ludzie nie niecierpieli się,
lecz kochali, nie czynili sobie źle, lecz dobrze. I z tego tytułu, że jest On
patronem naszej szkoły powinniśmy się stosować do Jego słów i porad.
Natalia Wesołowska, klasa 4b.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby Tobie czyniono.
,,Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie czyniono.’’ Ja rozumiem te
słowa w ten sposób, że trzeba każdemu robić dobrze tak jakbyśmy chcieli, by nam
czyniono. A to znaczy, że np. pomagamy koleżance wytłumaczyć jakiś przedmiot
jeśli go nie rozumie, jeśli kolega zapomni pieniędzy na obiad w stołówce
pożyczyć mu 1zł na drożdżówkę w sklepiku szkolnym. Cieszę się, że nasz patron
miał takie ,,złote myśli”
Sylwia Linczowska, klasa 6.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby Tobie czyniono.
Stefan Kardynał Wyszyński swoją myślą chciał oznajmić całemu światu, może
nie całemu ale na pewno chciał powiedzieć, aby wszyscy pomagali sobie wzajemnie.
Na przykład pomagać starszej osobie, pomóc koleżance w zadaniach domowych. Gdy
będziemy czynić dobre, to ta dobroć i pomoc z naszej strony na pewno zostanie
kiedyś odwzajemniona.

Kamila Błaszczak, klasa 4a.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął aby Tobie czyniono.
,,Czyń dobrze każdemu, jakbyś
pragnął, aby tobie czyniono” Piękna i wspaniała jest ta myśl patrona naszej
szkoły Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W dzisiejszym świecie, pełnym zła i
przemocy, ta myśl nabiera jeszcze większego sensu. Nie można być egoistą,
nastawionym tylko na branie. Każdy z nas może znaleźć się w trudnej sytuacji i
oczekiwać pomocy drugiego człowieka. Dlatego w każdej chwili, kiedy tylko możemy
zrobić coś dobrego to czyńmy to. Pomagajmy zwłaszcza w tedy, gdy nie otrzymujemy
nie w zamian.

Agelika Zięcina, klasa IVa.
Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął aby Tobie czyniono.
Jakże często w naszym codziennym życiu spotykamy się z tym stwierdzeniem, ale
dopóki na własnej skórze nie przekonamy się o jego słuszności nie zastanawiamy
się nad nim głębiej. Tak właśnie było z małą Julką której historię chciałam Wam
przedstawić.
Julka już od samego urodzenia była traktowana jak królewna. Jej rodzice bardzo
długo oczekiwali narodzin córki. Nie mogli mieć więcej dzieci. Pozwalali Julce
na wszystko w swoim pięknym i bogatym domu.
Konsekwencje tego były straszne, dziewczynka stała się niegrzeczna, samolubna,
opryskliwa w stosunku do swoich rodziców. Tak też działo się w szkole do której
posłali ją rodzice. Utrzymywała kontakty z dziewczynkami dobrze ubranymi i tak
samo przemądrzałymi jak ona sama.

Dominika Malec, klasa IV. Historia,
tradycje i pamiątki mojej rodziny.
Mój pradziadek był cieślą. Po
pierwszej wojnie światowej, jak większość ludzi, musiał opuścić ziemię i
wyjechać z Polski za chlebem, aż do Brazylii. Jak wrócił, zaczął stawiać domy.
Ciekawostką jest fakt, że większość starych domów, które pozostały na Skrzynce
została zbudowana przez niego. Najstarszą pamiątką, która przetrwała do
dzisiejszego dnia jest hebel, oraz siekierka ciesielska, która wyglądem
przypomina siekierkę kata. Mojemu tacie również to zostało przekazane w genach i
tak jak dziadek jest cieślą. Natomiast mój dziadek wywodził się z Mszany Dolnej,
był rodowitym góralem uprawiającym ziemię.
Weronika Cielecka, Marzenie
Aleksandry
Całkiem niedawno, a
może nawet i teraz, w pewnym Domu Dziecka mieszkała dziewczynka o imieniu
Aleksandra. Chociaż miała dopiero 8 lat, życie okrutnie ją już doświadczyło. Od
urodzenia cierpiała na nieuleczalną chorobę, a gdy miała dwa lata, matka
porzuciła ją i zostawiła na pastwę losu. Choroba przysparzała jej mnóstwo bólu i
cierpienia, a mimo to Ola była bardzo ciepłym i pogodnym dzieckiem. Nadchodziło
kolejne Boże Narodzenie. Marzeniem dziewczynki było spędzić chociaż jedne święta
w rodzinnym gronie. Do tej pory nigdy nikt jej nie zaprosił do siebie, głównie
dlatego, że bał się jej powracających ataków choroby, które z każdym rokiem
nasilały się coraz bardziej.

Dominika Malec, Wyprawa wigilijna
Pewnego dnia, a był to najcudowniejszy dzień w roku- Wigilia Bożego Narodzenia,
wszyscy mieszkańcy pewnej wioski zajmowali się różnymi rzeczami, matki szykowały
w swoich domach wigilijne potrawy, ojcowie dusili biedne, bezbronne i niewinne
karpie, dzieci kręciły się wokół choinek, zastanawiając się, kto co dostanie, a
zwierzęta… No właśnie; a zwierzęta. Zwierzęta rozmawiały o Bożym Narodzeniu.
- Ej, Heniek, jak myślisz; czy ten tego Bóg rzeczywiście się narodził dzisiaj?-
zapytała konia kura, Zuza.
- Chyba zgłupiała całkowicie!- wtrąciła się świnka Marry- On urodził się 2000
lat temu!
- Ale przecież ludzie mówią, ze On się dziś urodził.- nie dawała za wygraną Zuza.
Rok szkolny 2003/2004:
Kuba Ślusarczyk, Koszmar minionej nocy
Dzisiaj opowiem wam pewną historię, która przydarzyła mi się naprawdę. Możecie mi wierzyć albo nie.
A więc w nocy z 16 na 17 listopada 1987 roku przebywałem jak zwykle w swojej zamożnej rezydencji. Jednak ten wieczór był inny. Przeraziły mnie niesłyszalne nigdy wcześniej odgłosy. Z początku myślałem, że to mój starszy brat chodzi po mieszkaniu. Jednak gdy kroki poczęły być coraz groźniejsze, przeraziłem się. Nagle otworzyły się drzwi mojego pokoju i usłyszałem dziwny głos jakby z powietrza. Bojąc się schowałem się pod kołdrę. Jednak moja ciekawość była silniejsza niż strach. Gdy wyszedłem spod kołdry zobaczyłem ducha. Zjawa ta przywdziana była w długą, białą suknię. Cała postać była wpół przeźroczysta. Wtedy duch zaczął przemieszczać się po pokoju i począł do mnie mówić: "Nie bój się, jestem duszą twojego zmarłego jeszcze przed wojną wujka o imieniu Sknerus" Gdy zorientowałem się o co chodzi zacząłem go wypytywać skąd pochodzi i jak mnie tutaj znalazł. Nie udzielił konkretnej odpowiedzi. Gdy rozmowa dobiegała końca, powiedział coś niezrozumiałego dla mnie, a mianowicie: "Szukaj, aż znajdziesz".
Tę noc jeszcze długo wspominałem, jednak nikomu tej przygody nie opowiedziałem - bałem się, że wezmą mnie za chorego umysłowo. Po dziś dzień dręczą mnie ostatnie słowa wypowiedziane przez ducha.
Rok szkolny 2003/2004:
Dominika Malec, Dlaczego kwiaty więdną?
W pewnej krainie żył sobie ptaszek o imieniu Boluś. Miał on domek pośród wielu pięknych kwiatów. Wszyscy kochali go i szanowali jak króla. Natomiast pszczoły były wściekłe, ponieważ Boluś zabraniał im pobierać nektar. Pewnego dnia królowa pszczół Junia nie mogąc dłużej tego znieść powiedziała:
Słuchajcie! Mam plan! Gdy ten ich król Boluś poleci w poszukiwaniu swojej przyszłej żony, wtedy złapiemy go i wsadzimy do klatki. Co trzy dni będziemy go wypuszczać, a gdy będzie wylatywał, wtedy wszystkie kwiaty będą więdły.
Boluś co roku wyrusza na poszukiwanie swojej żony. Pszczoły doczekały się tego dnia, przygotowały klatkę, przebrały się za ptaka i czekały. Gdy Boluś zobaczył piękną dziewczynę, sfrunął w dół, pszczoły otworzyły klatkę i uwięziły go. Na początku nie wiedział, gdzie jest i skąd się tu wziął.
- Ha, Ha, Ha!!! Nareszcie cię mamy - powiedziała Jurna. - Masz za swoje!!! Skoro ty nam dałeś zakaz, my ci dajemy karę. Owszem, będziemy wypuszczać cię co trzy dni, ale gdy zaczniesz swą podróż wtedy kwiaty będą więdły. Oto dlaczego kwiaty muszą więdnąć.
Kolejne wiadomości w
działach przedmiotowych:
język polski
język
angielski
język niemiecki
informatyka
matematyka
historia
religia
biblioteka
wychowanie fizyczne
przyroda
koło fotograficzne
plastyka
muzyka
technika